| W Pacanowie kozy kują... |
Jak już zwiedziliśmy Świat Bajek to po obowiązkowych frytkach i kawie (nareszcie!!!) odpaliliśmy do Ujazdu aby zobaczyć zamek Krzyżtopór. Podobno powinno się mówić pałac, ale ów pałac jest dużo bardziej zamkowy niż pałacowy. Zamek jest na prawdę bardzo ciekawy "okien miał tyle, ile dni w roku, pokoi tyle, ile tygodni; sal wielkich tyle, ile miesięcy, a 4 narożne jego baszty odpowiadały liczbie kwartałów". Można sobie połazić pod, w, nad i obok zameczku (pałacu). Jakby tak Ata nie rąbnęła na schodach, Nina na dziedzińcu a Ania głową o deskę :) to obyło by się w ogóle bez płaczu ;)
Po zamku sieknęliśmy kebab z osami i pojechaliśmy zakwaterować się w Jodłowym Dworku pod Łysą Górą. Fajne miejsce, 30 minut spacerkiem od szczytu i klasztoru tamtejszego. Ata trochę podeszła na nogach swoich trochę na moich :) Ninka głównie na Aninych... Ciekawe, że góra nazywa się albo Łysa (Łysiec) jeżeli mówi się o szczycie, albo Święty Krzyż jeżeli mówi się o owym klasztorze. Może dlatego, że Łysiec jest pogański a Krzyż wprost przeciwnie ;) Propaganda. Po powrocie do hoteliku wypiliśmy po browarku i poszliśmy spać na sprężynach. No niby na materacach ale jednak tylko sprężyny czułem... Masakra.
Z ranka :) po śniadanku pojechaliśmy na Łysicę po (prawie) drugiej stronie Gór Świętokrzyskich. Srebrną Strzałę zostawiliśmy w Św. Kaśce (ufff) i po godzinnym spacerku dotarliśmy na szczyt. Ni mniej ni więcej jest to pierwsza oficjalny szczyt Korony Gór Polski oraz jednocześnie Korony Polski jaki zdobyliśmy całą rodzinką. I tu muszę rzec: Ata wlazła na szczyt sama. Cały czas w górę, w dół non stop o własnych siłach i na własnych nogach. Pięknie. Mieliśmy jeszcze się przejść na Agatę, zaraz obok Łysicy, ale Ninka nam się pospała (na baranie) i postanowiliśmy zejść na lody. Po lodach pojechaliśmy do MCD na fryty i kawę a następnie do Chęcin.
Zamek w Chęcinach nie jest nawet w połowie tak duży jak Krzyżtopór, ale miejsce jest całkiem urokliwe. Po wejściu na jedną z dwóch wież odsłania się piękny widok na okolice. Nie zabawiliśmy zbyt długo. Raz, że nie ma po co, dwa że byliśmy słońcem i tymi 35 Celsjuszami mocno zmęczeni. Do domu dobiliśmy przed 18. Dziewczynki pobiegły jeszcze na plac zabaw (pospały w samochodzie to i miały siłę).
Weekend całkiem fajny. We wtorek jedziemy na 6 dni do Poznania...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz