niedziela, 25 kwietnia 2010

[2010/04/24-25] Rycerka - Przegibek - Wielka Racza - Rycerka

Nasze pierwsze od wielu lat wyjście w górki. No i na pewno pierwsze dla całej rodzinki razem. Wyruszyliśmy w sobotę rano, zaraz po śniadanku. W jakieś 3 godzinki z przerwą na zakupy w Decathlonie (butki dla miśków). Dojechaliśmy aż do samej Rycerki Kolonii. Zaparkowaliśmy u gospodarza za dychę na jedną nockę i odpaliliśmy w górki. Na sam początek zielonym szlakiem pod górkę aż do schroniska na Przegibku. Zeszło nam jakieś 2 godzinki, ale spacerek był cudny i raczej nie męczący.


Na miejscu zrzuciliśmy się do pokoiku na pięterku, zjedliśmy obiadek i postanowiliśmy wyruszyć na mały spacerek pod lasek :) tam, gdzie jeszcze trochę śniegu widać. Dziewuchy wyszalały się nieziemsko. Dzięki temu Nina poszła spać raz-dwa. Agatka posiedziała z nami do prawie 22 :). Chyba z wrażenia. Obok w pokoju były Panie z psami ratownikami. Tzn. z jednym prawdziwym (Zefir)  a drugim dopiero szkolonym na ratownika. Dla Niny radocha nieprzeciętna, ale dla Aty... No ciut się misiek boi psów :) 


Wstaliśmy z samego ranka, po szóstej. Ata i Nina objadły Panie z GOPR-u :) (te od psiaków). O ósmej zjedliśmy jajecznice (sztuk 3 jaj 9 w sumie) i wyruszyliśmy na Wielką Raczę. Szlak piękny. Typowe przejście około 3.5 h, jak się jest młodym to i 2.5h wystarczy, a jak się jest baaaaaardzo młodym to potrzeba nawet i 5h :) No, a że rodzinka baaaardzo młoda jest toteż dreptaliśmy całe 5h. Z krótkimi przerwami na odpoczynek lub poleżenie na słoneczku i poturlanie się po łące (zabawa Niny). Ale w końcu dzszliśmy. Po drodze musze przyznać, że Ata była nadwyraz dzielna. Może i ta zjeżdżalniowo - coca-colowa motywacja nie była bez znaczenia, ale suma sumarum z 2.5h szła na swoich własnych nóziach... Po dojściu na miejsce zjedliśmy obiadek (ostatnie pierogi radzieckie w tej części gór), obejrzeliśmy panoramę górek (Fatra itd...), zakupilismy cudnej urody koszulkę dla żony i ruszyliśmy w dół do Rycerki Kolonii i naszej wyczekującej nas na pewno Srebrnej Strzały. Po półtorejgodzinnym marszu żółtym szlakiem dotarliśmy na miejsce. Było non-stop w dół, ale dzieciuchy były już tak padnięte, że zchodziły głównie na barana(ch). 




[Do domku dotarliśmy około 21, misie poszły spać (zresztą po drodze też spały). Było cudnie. Ciekawe gdzie następny wypad???]